Parabanki
Trudno przewidzieć jaki będzie w tym roku popyt na mieszkania, bowiem jak wiadomo wchodzi w życie pełny zapis rekomendacji T i w przygotowaniu jest nowelizacja rekomendacji S. Zresztą już pod koniec roku popyt na mieszkania był coraz mniejszy od podaży i dlatego deweloperzy coraz częściej zaczęli stosować przeróżnego rodzaju promocje, rabaty i upusty. Na decydujących się na kredyt mieszkaniowy i kupno mieszkania czekały też przeróżnego rodzaju nagrody. Coraz częściej deweloperzy do mieszkań dokładali bezpłatnie garaże, piwnice czy też tarasy – schodzili także z cen mieszkań. Pod koniec ubiegłego roku na rynku kredytów hipotecznych był niezły ruch. O kredyt na mieszkanie było jeszcze stosunkowo łatwo, ponieważ nie weszły jeszcze w życie przepisy rekomendacji T. Ale nie o to w tej sprawie tylko chodzi. Chodzi też o to, że kredytobiorcy nadal nie czytają umów kredytowych.
Wprowadzenie w życie pierwszych zapisów rekomendacji T rzeczywiście znacznie utrudniło zdobycie kredytu i o kredyt na mieszkanie i nie tylko było już naprawdę trudno. Mało tego, trwają przecież prace nad nowelizacją rekomendacji S i w przyszłości J. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ nie mogę już strawić informacji o tych wszystkich o promocjach dzięki którym klienci mogą liczyć na tańsze kredyty. Banki bardzo lubią szafować w swych ofertach reklamowych określeniami typu: promocje, rabaty, upusty i tanie kredyty, a ludzie niestety dają się na to nabierać – tak jak klienci mbanku, multibanku oraz wszelkiej maści parabanków.
Tymczasem jak czytamy w prasie, 776 kredytobiorców bree banku jest w otwartym z nim konflikcie. Jedna z kancelarii adwokackich złożyła w imieniu kredytobiorców pozew zbiorowy. Pozwy złożyli klienci mbanku i multibanku, którzy od 2006 roku pobrali w tych bankach kredyty mieszkaniowe we frankach szwajcarskich. Zarzut dotyczy faktu, iż banki bardzo chętnie podwyższały oprocentowanie tych kredytów niechętnie natomiast obniżały. A potem zasady obliczania odsetek zmieniły się i teraz uwzględniają marżę banku i trzymiesięczny LIOBOR. Ale to nie wszystko, bowiem pewna kredytobiorczyni ze Szczecina straciła mieszkanie tylko dlatego, ponieważ podpisała umowę w ciemno. Tymczasem w umowie był zapis, że jeżeli nie będzie spłacać kredytu straci mieszkanie. Kobieta ta podpisała taką umowę w obecności notariusza – mimo, że była przez niego ostrzegana. Pikanterii tej sprawie dodaje fakt, że zastawiła swoje mieszkanie za kredyt w wysokości 10 tysięcy złotych – mieszkanie warte było 100 tysięcy złotych.
W pierwszym przypadku żądanie dotyczyło ustalenie zasady odpowiedzialności banku wynikające z nienależytego wykonywania umów kredytowych, a nie o zapłatę. Pozew o zapłatę będzie natomiast kolejnym krokiem. Wtedy konsumenci będą mogli domagać się zwrotu nienależnie pobranych przez banki kwot. W drugim przypadku była to ewidentna głupota klientki oraz bezczelność kredytodawcy, którego niestety nie wymieniono. Dlatego przed podpisaniem każdej umowy kredytowe najpierw trzeba się dobrze zastanowić, dokładnie zapoznać się z nią i dopiero podpisywać.